to, by patrzeć, jak cierpi.

sti uznała to za efekt

wyjścia.
ją strach. Mocno zacisnęła palce na słuchawce. - Myślą, że byłam tej nocy u Josha. Nie mówili zbyt wiele, ale zdaje mi się, że nie wierzą w samobójstwo. Uważają, że ktoś go zabił. Chociaż tego nie powiedzieli, dałabym głowę, że jestem główną podejrzaną i... i... potrzebuję prawnika, Boże, nic nie pamiętam i... - Caitlyn! Weź się w garść! - warknęła Amanda, a potem dodała łagodniej: - Przepraszam, ale śmiertelnie mnie przeraziłaś i nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Weź kilka głębokich wdechów i zacznij jeszcze raz, dobrze? Od początku. Powiedz, co się dzieje. Zacznij od przyjazdu policji. Opowiedziała wszystko po kolei. Gdy przypomniała sobie zimny, przenikliwy wzrok detektywa Reeda i swoje mętne odpowiedzi, obezwładnił ją porażający strach. Ten sam, który towarzyszył jej, odkąd obudziła się w sypialni wymazanej krwią, tyle że teraz uderzył z całą siłą. Zadygotała. Boże, oskarżając śmierć Josha, a ona nawet nie pamięta, co robiła tej nocy. - Nie powiedzieli wprost, ale... jestem pewna, że mnie podejrzewają. - Przecież myśleli, że to samobójstwo? Podobno Josh zostawił list pożegnalny... chyba tak było? - Policji to jakoś nie przekonało... może myślą, że zabójca zostawił list... O Boże, sama nie wiem. - Może nie jest tak źle, jak nam się wydaje - zauważyła trzeźwo Amanda. - No to mnie pocieszyłaś, bo dla mnie wygląda to cholernie źle. - Wiem i skłamałabym, gdybym powiedziała, że na pewno nie jesteś podejrzana. Może i jesteś główną podejrzaną, ale na pewno nie jedyną. Prawdę mówiąc, nie wierzę w to, co powiedział Reed o zawężaniu kręgu podejrzanych. Myślę, że koncentrują się na tobie. - Przed chwilą powiedziałaś, że nie jest tak źle. - Musimy po prostu przypomnieć im, że są jeszcze inni podejrzani. Przygotuj swoją wersję wydarzeń i alibi. - Alibi? - zapytała z niedowierzaniem. - Chcesz, żebym kłamała? - Oczywiście, że nie. Nie dorzucajmy do możliwych oskarżeń jeszcze krzywoprzysięstwa. Znam kilku dobrych obrońców w sprawach kryminalnych, takich, których nie chciałam spotkać na swojej drodze, gdy pracowałam w biurze prokuratora okręgowego. Cenią się, ale są warci pieniędzy, jakich żądają. - Obrońcy w sprawach kryminalnych - powtórzyła Caitlyn, jeszcze nie dowierzając, że będzie musiała skorzystać z ich usług. Znów zerknęła w lustro i zobaczyła swoje odbicie - zmęczona, wyczerpana, śmiertelnie przerażona kobieta. - W porządku, podaj mi ich nazwiska. - John Ingersol. Jest fantastyczny. - Caitlyn zanotowała nazwisko na odwrocie koperty. - I Marvin Wilder. A jeśli wolałabyś kobietę, to Sondra Prentiss z Atlanty też jest świetna. Wszystko zależy od tego, czy będą mieli czas. Wiesz co? Ty nic nie rób, strzel sobie kielicha, może ci trochę ulży, a ja zadzwonię do nich jutro rano. I na razie nie rozmawiaj z policją, dobrze? - A jeśli tu wrócą? - Nie rozmawiaj z nimi. Powiedz, że nie będziesz odpowiadać na pytania bez adwokata. - Dobrze. - Poczuła się trochę lepiej. - Chcesz, żebym przyjechała dzisiaj do ciebie? - zapytała Amanda. - Ian wyjechał, miałam właśnie przejrzeć zeznania, ale mogę to zrobić później. - Dziękuję, ale nic mi nie będzie.
Z pewnymi oporami zjadła kanapkę, chociaż obawiała się, że może być zatruta. Ale nie.
Bentz odprowadzał ją wzrokiem. Złe przeczucie narastało. Coś jest nie tak.
Nie jechały na lotnisko, tylko na północ, coraz dalej od miasta.
uśmiechu.
i stylu więzienia.
– Jest bezużyteczny, już to przerabialiśmy. Wracam do domu, dzisiaj albo jutro. Wobec
drzwiach do pożegnania. Przyznał nawet, że wkrótce po wyjściu od Shany widział Jennifer na
się dowie.
– Nic tam nie ma.
rozejrzał się za czymś, czymkolwiek, co świadczyłoby, że naprawdę tam była. Że go kusiła,
Szczęście, że nie pociągnęła cię za sobą. Nie pojmuję tego. Śledzi cię i znika. I dlaczego tak
stopnia przeraziły ją ostatnie wydarzenia, że na rano zarezerwowała sobie bilet do Portland w

się tą potęgą, wspaniałą gorączką uczuć, która oblewała jej

Pomachała do niej i przez chwilę przyglądała się całej trójce.
Widok domu Jacka Brannana wstrząsnął Malindą.
umieścić najstarsze dziecko, będzie też grupa
- Moje dzieci to chłopcy.
Julianna skinęła głową i przeszła dalej. Kate patrzyła na nią z niepokojem.
– Naprawdę uważasz, że bym się nadawała? Powiedziałam ci, że nie
– Sam nie wiem. Jest chyba zbyt młoda i ma za małe doświadczenie.
wzdragała się i kłóciła z nim, aż dał jej spokój. Musiała zajść
duch wtopił się w ciemności.
fotelu, z lampką wina na stoliku i przekopywała się
- A tak. - Jack podniósł rękę ku jej włosom i wyjął
– Więc co będziemy robić, tato? – zapytał Alex.
Luke parsknął niczym szykujący się do walki byk.
się to stosunkowo rzadko.

©2019 www.cuius.do-wykonywac.przeworsk.pl - Split Template by One Page Love